Myślisz o otwarciu własnego biznesu, ale masz wątpliwości, czy podołasz? Ograniczenia są w tobie – głosi jedna z psychologicznych teorii. Jednak faktem jest, są osoby bardziej lub mniej predysponowane do pracy „na własnym”. Pewne cechy charakteru, geny czy wychowanie mogą ci ułatwić prowadzenie firmy lub przeszkadzać w tym. Niezależnie od wszystkiego, pewne rzeczy można wyćwiczyć lub przezwyciężyć.

 Pierwsza i podstawowa sprawa, to wiara w powodzenie koncepcji. Jeśli nie jesteś do końca przekonany, że twój pomysł na biznes jest dobry, zanim porzucisz etat dopracuj go. Musisz wierzyć, że to się uda. Jeśli ty nie będziesz wierzył, to kto?

Nie chodzi jednak o hurraoptymizm, tylko o przekonanie oparte na solidnych podstawach: znajomości rynku, doświadczeniu – musisz mieć pewność, że to, co chcesz robić, potrafisz robić dobrze, a jeśli do tego dojdzie research, że możesz zrobić coś tak samo profesjonalnie jak konkurencja, ale taniej, to oznacza dobry początek. A jeśli masz pomysł z potencjałem, który jeszcze nie został wyeksploatowany na rynku, tym lepiej – świeże podejście do biznesu często owocuje sukcesem.

Sprecyzuj, kim jesteś

W osiągnięciu celu pomoże ci – lub przeszkodzi – twój typ osobowości. Rozróżniamy cztery podstawowe. Zastanów się, do którego pasujesz:

  • sangwinik – (od greckiego sanguis – krew) wesoły, pogodny, towarzyski, gadatliwy, niezorganizowany, zapominalski;
  • melancholik – (od greckiego melas chole – czarna żółć) perfekcjonista, uczuciowy, wrażliwy, wierny przyjaciel, podatny na depresje;
  • choleryk – (od greckiego chole – żółć) porywczy, niewyrozumiały, energiczny, urodzony przywódca, człowiek czynu;
  • flegmatyk – (od greckiego phlegma – flegma) powolny, zrównoważony, dowcipny, pogodny, obserwator.

 

Te typy osobowości omówiła Florence Littauer. Sangwinik w pracy jest twórczy, energiczny i tryska entuzjazmem. Współpracowników pobudza do współpracy i kreatywności.

Natomiast melancholik jest perfekcyjny, podporządkowuje się regulaminom, jest szczegółowy, wytrwały i dokładny, uporządkowany i zorganizowany, oszczędny, musi dokończyć co zaczął, lubi wykresy, schematy i liczby.

Energiczny choleryk jest ukierunkowany na cel, szybki w działaniu, dobry organizator, dostrzega praktyczne rozwiązania, dodaje innym bodźca.

Flegmatyk jest spokojny, solidny, zgodny, unika konfliktów, pośredniczy w rozwiązywaniu problemów, dobrze znosi naciski, ma zdolności administracyjne.

Tak naprawdę, aby być dobrym przedsiębiorcą, najlepiej byłoby mieć wszystkie te cechy naraz i żeby żadna nie dominowała. Dobrze byłoby też nie mieć wad związanych z żadną z tych osobowości.

 Aplikacja pomoże

To jednak niemożliwe, ale pewne cechy można w sobie wyrobić. A nawet trzeba. Założenie własnego biznesu nie polega bowiem na tym, że „nie mam szefa, hulaj dusza piekła nie ma”. Musisz zostać szefem samego siebie i pilnować wielu spraw jednocześnie. To naprawdę można wyćwiczyć. Jeśli przeważają u ciebie cechy sangwinika lub choleryka, to załóż notatnik, który będziesz nosił zawsze przy sobie lub zainstaluj na smartfonie aplikację-organizer, która pomoże ci planować czynności.

Wpisuj zadania do wykonania danego dnia i ustalaj ich priorytet. Prawdopodobnie zawsze będzie ci wpadać jakieś niespodziewane zlecenie, ale dzięki organizatorowi będziesz wiedział, czy możesz je przyjąć i na kiedy będziesz w stanie je zrealizować. Może ustalisz z innymi klientami późniejsze terminy, aby wykonać niespodziewaną pracę, ale np. bardzo intratną. Najważniejsze, abyś wiedział, co masz i na kiedy do zrobienia. Planowanie to podstawa, nawet w bardzo zmiennych warunkach.

 

Możesz nawet ze sobą konwersować ustalając priorytety. Jak w dowcipie: „Gdy pracowałem na etacie i mówiłem do siebie, ludzie brali mnie za wariata. Odkąd założyłem własną firmę, rozmowy ze sobą nazywam posiedzeniem zarządu”.

 

Pewna pani psycholog powiedziała kiedyś zestresowanemu przedsiębiorcy: „dlaczego pan się martwi, że ciągle ma coś do zrobienia? To znaczy, że interes się kręci i są klienci. Powinien pan się stresować w sytuacji, gdyby nie miał pan nic do roboty. Skoro ciągle ma pan jakieś zadania, to wystarczy uporządkować je, zaplanować ich realizację i pracować. To nie jest powód do stresu”.

 Wartość jest w tobie

Jedna sprawa – musisz zostać swoim szefem i pilnować siebie samego. Jeśli zatrudniasz pracowników, powinieneś ich motywować, być ich wodzem. Sangwinikom przyjdzie to łatwo, pozostałym typom osobowości może nastręczać problemów.

Ale to nie jest powód, aby się poddawać. Podstawa to poczucie własnej wartości. Można je w sobie wyrobić, albo skorzystać z kursów lub psychoterapii – to drugie rozwiązanie wcale nie jest dla niezrównoważonych desperatów. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że każdemu może się przydać, a na pewno nikomu nie zaszkodzi, bo każdy, nawet bez traumatycznych zdarzeń, coś jednak w życiu przeżył, co może zaburzać racjonalne spojrzenie na własne możliwości. Chociażby system edukacji na wielu odcisnął swoje piętno.

Poczucia własnej wartości nie należy mylić z poczuciem wielkości czy nieomylności. „Znam swoją wartość” to znaczy ni mniej ni więcej, że znam swoje mocne strony, jestem ich świadomy, ale też zdaję sobie sprawę ze swoich słabości i lubię siebie takiego, jakim jestem. Nad słabymi stronami mogę pracować.

Dla przykładu: nie mam pojęcia o transgranicznym transporcie, nie znam przepisów celnych, nie mam rozeznania na zagranicznych rynkach, nie znam języka, to nie rzucam się na podbój chińskiego rynku tylko dlatego, że wyczytałem, iż jest bardzo chłonny. Najpierw zdobywam wiedzę lub zatrudniam człowieka, który jest w tej materii biegły.

Pokornie do sukcesu

Druga sprawa, to asertywność. Jednak nie rozumiana w sposób powierzchowny, jako umiejętność mówienia „nie”. Asertywność jest pochodną poczucia własnej wartości i oznacza również umiejętność proszenia o pomoc. A to nie dla wszystkich jest łatwe.

W biznesie bowiem liczy się pokora. Niemal każdy biznesmen, który odniósł sukces, podkreśla, że najwięcej nauczył się na własnych błędach. I właśnie – niezależnie od typu osobowości – wyciąganie wniosków najbardziej przydaje się w interesach.

W Polsce temat niepowodzeń jest niemal tabu, jednak amerykańscy przedsiębiorcy chętnie opowiadają w formie anegdot o swoich pierwszych bankructwach. Za oceanem przyjmowane jest to jako norma, że pierwsze kroki w biznesie są trudne i nie każdemu od razu się udaje. Trzeba się nauczyć na własnych błędach. Nie można się zniechęcać zbyt szybko.

 Nie potrafisz – deleguj albo spróbuj

W prowadzeniu własnej działalności nie wystarcza wytwarzanie dobrego produktu lub świadczenie najwyższej klasy usług – trzeba je jeszcze umieć sprzedać. To może być spore wyzwanie dla melancholików czy flegmatyków. Jednak sam fakt, że potrafią swój fach wykonywać rzetelnie, działa na ich korzyść. Mogą zyskiwać klientów poprzez polecenia – co jest najefektywniejszą drogą, choć niestety długo trzeba czekać aż ogniwo zadziała. Można polecić takim osobom szkolenia lub zatrudnienie rzutkiego handlowca, którego wynagrodzenie będzie uzależnione od efektów. Ryzyko finansowe nie jest duże, a skutek może być dobry.

Jednak podstawą jest, aby być fachowcem w swojej dziedzinie. Dlatego najbezpieczniej jest zakładać własny biznes w branży, którą znamy. Księgowy, który lubi gotować i na wczasach nad Bałtykiem wymarzył sobie własną knajpkę przy plaży, zanim zrealizuje swój plan, powinien poznać, na czym polega prowadzenie takiego interesu. Na pewno będzie potrafił perfekcyjnie rozliczyć taką działalność, ale czy poradzi sobie z dostawcami ryb czy z przepisami sanitarnymi? Z zatrudnieniem i kontrolowaniem personelu?

Pierwszą inwestycją w taki biznes powinno być zatrudnienie się w przymorskim barze i poznanie biznesu „od środka”. Jak to działa, gdzie się co kupuje, w jakich porach i ilu jest klientów, na czym się tak naprawdę zarabia. W gastronomii często stosuje się trik polegający na tym, że danie główne serwuje się z minimalną marżą – klientów przyciąga niska cena za rybę smażoną z frytkami. Zarabia się zaś na napojach, na których często jest 300 proc. marży – czy to na Coca-Coli czy na piwie. Takie niuanse warto znać zanim zainwestuje się własne pieniądze.

 Szukaj alternatyw

Nawet jeśli się zna branżę, nie można osiadać na lurach. Prowadzenie firmy musi się wiązać z ciągłymi usprawnieniami. Otoczenie się zmienia: np. oczekiwania klientów, moda, regulacje prawne oraz podatkowe, a także otoczenie biznesowe, jak np. wzrost cen półproduktów, z których wykonujemy produkt na sprzedaż. Poza tym, jak pokazuje przykład wrocławskiego przedsiębiorcy, który prowadzi firmę zajmującą się budową szaf wnękowych i mebli kuchennych, przydatny jest spryt oraz dociekliwość.

Ów pan przepracował w branży parę lat na etacie. Był przekonany, że zna biznes. Nie układało mu się z szefem, więc postanowił odejść i założyć własną działalność. Podał przykład, jak obniża koszty. Początkowo kupował wkręty w sklepie, w którym zaopatrywał się jego szef. Jak mówi, były tańsze niż w marketach budowlanych, ale mimo to zaczął szukać ich w hurtowni uznając, że znajdzie je w jeszcze niższej cenie. Sprawa niebagatelna, ponieważ miesięcznie zużywał ich kilka kilogramów.

Zaczął kupować o 20 proc. taniej w hurtowni. Pewnego razu zapytał, kto jest producentem. Okazało się, że fabryka jest we Wrocławiu. Pojechał sprawdzić, czy ma sklep firmowy. Ma. W sklepie wkręty były o kolejne 20 proc. tańsze niż w hurtowni. Zapytał o rabat. Sprzedawca oznajmił, że nie ma prawa decydować o rabatach, ale może zadzwonić do właściciela. Ten powiedział przedsiębiorcy, że go nie zna, nie wie, jak dużo i jak często będzie kupował, dlatego nie może mu dać więcej niż… 40 proc. rabatu.

Taka dociekliwość w biznesie jest bardzo przydatna. Nasz stolarz już nie płaci za wkręty 100 zł, tylko niecałe 25. Obniżył koszty działalności nie obniżając jakości, bo cały czas kupuje te same wkręty.

 Dobry fachowiec bez klientów?

To pokazuje, że nawet w drobnych sprawach warto cały czas coś udoskonalać. Sporo rzemieślników przegapiło rewolucję technologiczną i są poza zasięgiem wielu zainteresowanych klientów, bo nie mają strony internetowej ani nawet wizytówki w sieci. Nie wspominając o pozycjonowaniu w wyszukiwarce. Wciąż liczą, że klienci przyjdą z ulicy, a często ci najbardziej zasobni szukają wykonawców online. I tak można zostać dobrym fachowcem bez klientów.

Dbanie o własny biznes jest bardzo szerokim pojęciem i każdy z nas, niezależnie od typu osobowości, może sobie z tym poradzić. Najważniejsze, to mieć świadomość swoich mocnych i słabych stron. Te pierwsze są podstawą biznesu, te drugie – o ile sobie z nimi sobie nie poradzimy – mogą nas hamować. Najważniejsza jest świadomość. Jeśli wiemy, jakie mamy słabości, to też wiemy, co nas ogranicza i możemy temu zaradzić. A warto spróbować, bo własny biznes to niesamowita przygoda i bogactwo zdobywanych doświadczeń.